Wszystkie wpisy, których autorem jest Michalina

Propozycja tłumaczenia artykułu Marka Polizzottiego pod tytułem „Why Mistranslation Matters”

Zawód tłumacza to zawód niewdzięczny – nie możemy przecież poszczycić się uratowaniem czyjegoś życia z opałów, oddaną służbą narodowi czy ojczyźnie, czy też wykształceniem dziesiątek młodych ludzi. Na co dzień tłumacze przechodzą niezauważeni, jednak tylko do czasu, dopóki nie popełnią jakiegoś błędu. A historia pokazuje, że niekiedy błędy w przekładzie mogą nieść bardzo poważne konsekwencje. W dzisiejszym wpisie przedstawiamy tłumaczenie skłaniającego do przemyśleń artykułu opublikowanego w The New York Times, którego autorem jest Mark Polizzotti.

„Dlaczego zły przekład ma znaczenie”

Czy historia mogłaby potoczyć się inaczej, gdyby Chruszczow miał lepszego tłumacza?

28 lipca 2018

Przekład jest jak milczący kelner wykonania językowego: często zostaje zauważony dopiero wtedy, kiedy przewróci z hukiem wózek kuchenny. Czasem są to stosunkowo małe błędy – na przykład niezgrabna adaptacja czyjejś prozy, coś, co recenzent rutynowo opatrzy bezlitosnym komentarzem.

Jednak historia pęka w szwach od gorszych w skutkach błędów w tłumaczeniu – omyłkowych, celowych lub wynikających po prostu z nieporozumienia. Jak na pracę, która często polega na ślęczeniu godzinami nad książkami czy przed ekranami komputerów, zawód tłumacza okazuje się zaskakująco niebezpieczny.

„Zakopiemy was1 to ciesząca się złą sławą wypowiedź Nikity Chruszczowa z 1956, która padła w jednym z najgroźniejszych etapów Zimnej Wojny, pełnym paranoi i przekonania, że każda ze stron chce zniszczyć drugą. Jednak okazuje się, że to nie to, co powiedział, w każdym razie nie po rosyjsku. Faktyczna deklaracja Chruszczowa brzmiała „Przetrwamy dłużej, niż wy” – choć przedwcześnie samochwalcza, to i tak nie aż tak wroga jak usłyszało ja większość Amerykanów przez błąd tłumacza.

Odpowiedź japońskiego premiera Kantaro Suzukiego na ultimatum Aliantów z czerwca 1945 – parę dni przed Hiroshimą – została przetłumaczona Harry’emu Trumanowi jako „cicha pogarda” („mokusatsu”), podczas gdy w rzeczywistości miała brzmieć „Bez komentarza. Potrzebujemy więcej czasu.” Japończycy go nie dostali.

Z kolei wydarzeniom z 11 września, oraz wszystkiemu, co wydarzyło się później, prawdopodobnie można było zapobiec, gdyby wiadomości w języku arabskim, przechwycone przez amerykański wywiad 10 września, zostały przetworzone prędzej niż 12 – kwestia bardziej braków w personelu niż błędnego zrozumienia, lecz wciąż jest to tłumaczeniowa porażka.

Sytuacje z powyższych przykładów miały miejsce całkiem niedawno, jednak podobnych można szukać już w starożytności. Biblia, rzekomo najwięcej razy przetłumaczona książka wszechczasów, nie tylko spowodowała najdłużej utrzymujące się debaty odnośnie przekładu, w tym niekończącą się wojnę między wiernością a uciechami, ale także kilka godnych uwagi błędnych pojęć.

Hieronim, święty patron tłumaczy, przekładając Biblię na łacinę zastosował grę słowną, z której zrodził się jeden z najtrwalszych symboli chrześcijańskiej ikonografii. Drzewo poznania dobra i zła („malus”) stało się jabłonią („malum”). Prawdą jest, że „malum” za czasów Hieronima mogło odnosić się do różnych owoców: dla przykładu wąż na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej Michała Anioła zwija się wokół figowca. Jednak w XVI wieku zarówno Albrecht Dürer, jak i Lucas Cranach starszy podążyli za tropem Hieronima słynnie przedstawiając Adama i Ewę obok niedwuznacznych jabłek. W następnym stuleciu John Milton przyczynił się do uwiecznienia wizerunku znanej nam dziś jasnoczerwonej malus pumila, tak pisząc o Ewie: „chęć ostrą … /i popróbować tych jabłek tak pięknych.”

Oczywiście „zły przekład” to często pojęcie względne, a jego konsekwencje rozciągają się od filozoficznych do śmiertelnych. XVI-wieczny uczony William Tyndale został stracony z powodu populistycznego angielskiego przekładu Nowego Testamentu, który kler uznał za herezję. Niedługo potem francuski drukarz i uczony Étienne Dolet został powieszony i spalony na stosie za tłumaczenie Platona, które również zostało uznane za herezję.

Biorąc pod uwagę bardziej aktualne wydarzenia, czasopismo The Armed Forces Journal ogłosiło w 2011, że tłumacze ustni w Iraku byli „10 razy bardziej narażeni na śmierć w walce niż rozlokowane amerykańskie lub międzynarodowe siły zbrojne.” Być może, w myśl starego włoskiego kalamburu „traduttore, traditore” („tłumacz, zdrajca”), ani oddział, dla którego tłumaczyli, ani wróg, z którym rozmawiali nie wierzyli w wierność ich przekładu.

Jednym z najbardziej haniebnych przypadków śmierci związanych z tłumaczeniem jest morderstwo Hitoshiego Igarashiego z 1991, japońskiego tłumacza, który przełożył „Szatańskie wersety” Salmana Rushdiego. Tym, co czyni zabójstwo Igarashiego nawet bardziej godnym pożałowania jest to, że zostało popełnione przez (przynajmniej po części) błędne tłumaczenie, którego nawet nie był autorem.

Fraza „szatańskie wersety” została stworzona przez XIX-wiecznych brytyjskich orientalistów jako odniesienie do jednego lub kilku zatajonych wersetów Koranu, które prorok Mahomet rzekomo odrzucił, ponieważ były zasugerowane przez Szatana. Nie jest to jednak sposób, w jaki muzułmanie odnoszą się do tych wersów, więc arabski tłumacz powieści Rushdiego tłumacząc tytuł dosłownie, nieświadomie sprawił, że brzmiał on tak, jakby sam Koran był podyktowany przez Szatana. Dostrzeżone, lecz niezamierzone przez autora, bluźnierstwo doprowadziło do międzynarodowych zamieszek, narzuconego odosobnienia Rushdiego, zasztyletowania Igarashiego i próby morderstwa włoskiego tłumacza utworu, Ettorego Capriolo.

W ostatnim czasie niebezpieczeństwo związane ze złym przekładem przyjęło nową walutę. Jak przetłumaczyć nieszablonowe oświadczenia Donalda Trumpa światowej publiczności? Kapryśne używanie lokalnych idiomów, podzielona składnia i błędy logiczno-językowe są wystarczającym wyzwaniem dla anglofonów, nietrudno więc sobie wyobrazić trudności, które stanowią dla obcokrajowców: Jak, dokładnie, przetłumaczyć „braggadocious2”?

Prędkość i częstotliwość tweetów Trumpa spowodowały eksplozję równie szybkich, tak samo zaraźliwych amatorskich interpretacji bez przemyślenia światowych skutków. Prowokujący charakter wielu jego wypowiedzi na temat innych politycznych przywódców tylko pogarsza problem. Jak zasugerowano w artykule w The Boston Globe, rozmowy Trumpa z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong-unem są potencjalnym polem minowym katastrofalnej komunikacji, biorąc pod uwagę „nieprzewidywalny styl mowy” dwóch przywódców. Bardzo łatwo można sobie wyobrazić kolejną katastrofę w stylu „Zakopiemy was” Chruszczewa czy „milczącej pogardy” Suzukiego z o wiele bardziej katastrofalnymi skutkami.

Źródło: https://www.nytimes.com/2018/07/28/opinion/sunday/why-mistranslation-matters.html


Przypisy tłumacza:

1 Wypowiedź została oryginalnie przetłumaczona na język polski jako „My wam jeszcze pokażemy, gdzie raki zimują,” jednak wersja przedstawiona w tłumaczeniu jest bliższa amerykańskiej wersji.

2 Chełpliwy, arogancki

Wybrane fragmenty z opowiadań „True Tales of American Life” i ich tłumaczenia – cz. 10

Z opowiadania No Forwarding Address (Josh Dorman)

Tom was a childhood friend, but we hadn’t spent much time with each other since high school. As kids, Tom and I had filmed a comic documentary tour of my father’s farm in Maryland. Now, in Somerville, we decided to videotape snippets of our life in that house. Along with ample commentary, we shot each of the five roommates’ rooms, the kitchen, my basement painting studio, the backyard, the bathroom and various and sundry details of slovenly bachelor life.

Propozycja tłumaczenia:

Tom był moim przyjacielem z dzieciństwa, ale odkąd skończyliśmy liceum, nie spędzaliśmy ze sobą wiele czasu. Będąc dziećmi, Tom i ja udokumentowaliśmy na filmie komiczną wycieczkę po farmie mojego ojca w Maryland. Teraz, w Somerville, zdecydowaliśmy się sfilmować urywki z naszego życia w tym domu. Wraz z obszerną narracją, nagraliśmy każdy z pięciu pokoi należących do współlokatorów, kuchnię, moją pracownię malarską w piwnicy, podwórko, łazienkę oraz rozmaite detale niechlujnego kawalerskiego życia.

to film – filmować, nagrywać

tour – podróż, wycieczka, zwiedzanie

to videotape – nagrywać, zapisywać na taśmie wideo

snippet – urywek, skrawek, strzęp, fragment

ample – obszerny, obfity, pokaźny

commentary – narracja, komentarz, sprawozdanie, relacja

to shoot – kręcić, nagrywać, zastrzelić postrzelić

studio – studio, pracownia, atelier, apartament, kawalerka

various and sundry – wyrażenie złożone z dwóch synonimów oznaczające coś różnego rodzaju, wiele różnych rzeczy

slovenly – niechlujny

bachelor – kawaler, kawalerski

 

 

Z opowiadania The Iceman of Market Street (R. C. Van Kooy)

A lot of different kinds of people lived in the Lincoln Hotel. Some were transient, sent there by the welfare department for emergency housing. A few were parolees from the prison system. The majority, however, were long-term residents of months and years; mostly single people who managed to pay the modest rent with pensions, social security, and disability checks. A few worked at menial jobs for subsistence wages. Most were middle-aged to elderly. Almost all had one characteristic in common. They had dignity. Their means were limited, their futures were generally bleak, but they comported themselves with dignity and were usually kind to each other.

Propozycja tłumaczenia:

Wiele różnych typów ludzi mieszkało w Hotelu Lincoln. Niektórzy byli przejezdni, wysłani tutaj przez wydział spraw socjalnych, kiedy potrzebowali zakwaterowania zastępczego. Kilku było skazanymi na zwolnieniu warunkowym z systemu więziennictwa. Większość jednak była stałymi rezydentami, mieszkającymi tu przez miesiące i lata; zazwyczaj samotni, udawało się im opłacić skromny czynsz emeryturą, zasiłkami i rentami. Paru wykonywało nie wymagające kwalifikacji prace za minimum socjalne. Przeważająca część była w średnim lub starszym wieku. Prawie wszyscy mieli jedną cechę wspólną. Godność. Ich środki utrzymania były ograniczone, ich widoki na przyszłość raczej marne, ale zachowywali się z godnością i na ogół byli dla siebie mili.

transient – obieżyświat, wędrowiec, przejezdny (gość), sezonowy (robotnik), przemijający

welfare department – wydział spraw socjalnych

emergency housing – zakwaterowanie zastępcze,  zakwaterowanie w nagłych przypadkach

parolee – skazany na zwolnieniu warunkowym

pension – emerytura

social security – zasiłek z opieki społecznej

disability check – renta wypłacana osobom niepełnosprawnym

menial – pośledni, mało ważny, nie wymagający kwalifikacji, nudny, służebny

subsistence wage – minimum socjalne

dignity – godność

means – sposób, środek, środki utrzymania, zasoby finansowe

bleak – ponury, smętny, niewesoły, marny

comport onerself – zachowywać się

Prawo nieruchomości cz.II – Real property Law part II

W poprzednim wpisie zostało zaprezentowane słownictwo związane z majątkami osobistymi z prawem własności. Wyróżnia się jednak jeszcze nieruchomości, do których takiego prawa nie mamy, a które możemy wyjmować lub brać w dzierżawę – leaseholds.

W języku angielskim istnieją dwa terminy, które na polski tłumaczymy właśnie jako wynajem/dzierżawa. Pierwszy z nich to lease oznaczający umowę najmu lokalu (property, premises, accommodation), do której mamy prawo „w wyłącznym posiadaniu” (exclusive possession*). Obowiązuje ona na przykład wtedy, gdy wynajmujemy mieszkanie (dwelling, flat, accommodation) lub pokój od właściciela (owner) lub najemcy (landlord). Wyłączne posiadanie oznacza, że właściciel lub najemca nie ma prawa do niezapowiedzianych odwiedzin, chyba że wynajmujący (tenant) jawnie łamie warunku umowy najmu (statutory conditions of the lease).

Nieco inaczej wygląda sprawa z licence, drugiego terminu tłumaczonego jako wynajem. W przypadku takiego wynajmu użytkownicy lokalu są tylko gośćmi, a rzeczywistą nad nim kontrolę wciąż pełni właściciel czy administrator (tutaj zwany jako gantor). Z licence mamy do czynienia m.in. w hotelach – wynajmowany pokój nie należy do nas, a jest nam jedynie użyczony (granted).

 

*possession, occupation – posiadanie
possessor, occupant, holder – posiadacz
to hold = to possess – dzierżyć
actual holder, possessor – dzierżyciel
actual possession – dzierżenie

Prawo nieruchomości cz.I – Real property Law part I

Zdarza się, że planując dłuższy pobyt za granicą musimy zorganizować sobie lokum do zamieszkania. O ile podstawowe wytyczne dotyczące najmu (lease) lub kupna nieruchomości (real estate) są podobne w większości krajów, o tyle każdy rynek rządzi się swoimi prawami oraz nazewnictwem. Niniejszy wpis poświęcony jest polskiemu i angielskiemu nazewnictwu związanemu z majątkami osobistymi do których mamy prawo własności. Druga część poświęcona będzie dzierżawie.

Anglojęzyczne systemy prawne rozróżniają ruchomości osobiste (personal property), zwane również ruchomymi majątkami (movable propertyt/ chattel), od nieruchomości (real property/ real estate). Termin nieruchomość odnosi się zwykle do ziemi (land), własności dzierżawionej (tenement) lub własności odziedziczonej (hereditament). Własność oznacza, że mamy prawo do danej nieruchomości (freehold estate).

Prawo własności pozostaje jednak zróżnicowane. Nieograniczone prawo własności do nieruchomości, czyli na czas niekreślony to tzw. fee simple. Można je nabyć poprzez kupno (sale), dziedziczenie (inheritance) oraz przejęcie (reversion). Osoba, po której dziedziczymy, czyli spadkodawca, to  decedent, co czyni nas spadkobiercami heirs. Jeżeli natomiast dochodzi do przejęcia majątku, ponieważ jego właściciel zmarł nie pozostawiając żadnych spadkobierców, mowa o spadku bezdziedzicznym (eschaet).

Spadkobierca może nabyć prawo własności do nieruchomości w linii prostej (fee tail). Trwa ono tak długo, jak długo żyje obdarowany spadkiem (grantee) lub którykolwiek z jego potomków (descendants). W tym przypadku osoba, która darowała lub przekazała spadek to darczyńca – grantor.

Majątek może być jednak darowany tylko na okres życia obdarowanego – mowa wtedy o użytkowaniu dożywotnim (life estate). Po jego śmierci majątek dożywotni przechodzi w posiadanie beneficjentów, zwanych po angielsku remaindermen. Możliwe jest także przejęcie ziemi i majątku przez państwo.

Ostatnim typem prawa własności do nieruchomości jest takie trwające na okres życia drugiej osoby (estate pur autre vie), innej niż obdarowanego. Różni się to zatem od majątku dożywotniego life estate.

Następna część tłumaczy terminologię związaną z najmem i dzierżawą. Inne użyteczne zwroty, stanowiące działy prawa nieruchomości to:

służebność, czyli prawo do użytkowania – easement/ servitude

(wieczyste) użytkowanie – (perpetual) usufruct

hipoteka – mortgage